Archiwa: Kwiecień 2008

Wyobraź sobie, że miasto to plansza do gry. Miasto to labirynt. Od Ciebie zależy, czy pójdziesz w prawo czy w lewo. Każda ulica, każdy budynek może pomóc Ci rozwiązać zagadkę. Patrz uważnie, a odkryjesz tajemnicę miejsca, które tylko wydaje Ci się znajome…

Owe tajemnicze słowa wprowadzały uczestników w miejską grę fabularną „Osiołek, rycerz i zakonnik czyli jak się nie zgubić w średniowiecznym mieście”, która odbyła się 25 kwietnia br. na VIII Toruńskim Festiwalu Nauki i Sztuki. Toruńska starówka przez kilka godzin stała się świadkiem bieganiny 2-5 osobowych grupek zadzierających wysoko głowy, wchodzących do zapomnianych zakątków naszego miasta czy w pośpiechu liczących litery na jakimś postumencie. Ideę coraz popularniejszych w ostatnich czasach miejskich gier fabularnych, grupka studentów historii i etnologii postanowiła przenieść na ulice naszego miasta, by poprzez świetną zabawę zaznajomić uczestników z historią średniowiecznego Torunia.

Bieg rozpoczął się spod katedry śś. Janów. Uczestnicy w wieku od 11 do 99 otrzymali od Owdowiałej Mieszczki karty biegu z zaszyfrowanymi wskazówkami i planem średniowiecznej starówki. Każda z nich naprowadzić miała na trop mniej lub bardziej ukrytych mieszkańców dawnego miasta. Rozwiązanie zadań wymagało sporej dawki sprytu, pomysłowości i szczypty znajomości toruńskich legend. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie – na amatorów łamigłówek czekała wiadomość zaszyfrowana w inskrypcji na pomniku Mikołaja Kopernika, zaś śmiałkowie lubiący strach mogli zagrać w kości ze Śmiercią siedzącą dostojnie na nagrobku za kościołem św. Jakuba. Tam kolejną wskazówką był łaciński napis biegnący wokół prezbiterium świątyni – odpowiednio rozczytany prowadził do grasujących w fosie zamkowej Rzezimieszków. Tu trzeba było wykazać się nie tylko zręcznością, ale też czujnością wobec przebiegłych zbójów czyhających na sakiewki pełne spieniężonych punktów. Uczestnicy musieli m.in. pokonać z zawiązanymi oczami labirynt, prowadzeni wyłącznie słownymi komendami kolegów, a wśród przeszkód czekały na nich wyimaginowane przepaście i powalone drzewa. Idąc, do końca nie wiedzieli co kryje zdobyta przez nich sakiewka. Herszt Rzezimieszków na koniec pytał z przebiegłym uśmiechem: „Chcesz li tę sakiewkę?”. Po rozwiązaniu woreczka szczęśliwcom przybywało dodatkowych punktów, innym ich ubywało. Mogła też być tam ukryta informacja dotycząca dziejów miasta, lecz czy przydatna w dalszej grze?

Niektóre zagadki a jednocześnie wskazówki zapisane na karcie biegu nie pozostawiały wątpliwości: Jest uparciuch, obok niego znajdziesz człeka okrutnego…. Chodziło oczywiście o Kata, który zaznajamiał uczestników z przeznaczeniem osiołka, a nieposłusznych i oszukujących sadzał na jego grzbiecie. Biegając po średniowiecznych uliczkach można było napotkać także przemykającego zaułkami Zakonnika. Zabierał on, bądź dawał punkty w zależności od symbolu, który uczestnicy wybrali na starcie (chleb lub moneta). Znajomość zabytków przydawała się w identyfikacji detali architektonicznych ze zdjęć rozdawanych przez mnicha.

Przy zamkowym Gdanisku opowieści ze swego walecznego żywota prawił mężny Krzyżak, a kto go uważnie słuchał, natychmiast pobiegł do Mieszczki spod Krzywej Wieży. Tuż obok świetnie ukryty siedział na futerale bosy Flisak. Każda z postaci zadawała uczestnikom kilka pytań i rozdawała wskazówki do dalszej gry. Uzyskiwane na poszczególnych punktach elementy tajemniczego hasła układały się w końcowy napis Anno Domini 1233 urbs Torun condita est, będący jednocześnie dowodem, że odwiedziło się wszystkie postacie występujące w grze.

W podworcu Domu Zacnej Rady najdziesz kram świąteczny z wszelaką małmazyją, y czcionkami tłoczonymi obrazami słowem okraszonymi… Taka enigmatyczna informacja prowadziła do jedynego punktu gry, który odwiedzać można było wielokrotnie. Dwie kramarki raczyły podróżników dobrym słowem i dawały możliwość pokosztowania potraw z pachnącego kramu na dziedzińcu Ratusza. Zadania polegały na odgadnięciu przeróżnych sproszkowanych przypraw i wskazaniu, jakie kuchenne specjały były składnikami dań naszych przodków. Zaskoczenie wywoływał brak na dawnych stołach ziemniaka czy pomidora. Na kramie można było zaopatrzyć się w różnorodne wskazówki i pomoce w dalszej grze. „Legendy toruńskie”, „Index Sanctorum” czy plany toruńskich kościołów to tylko niektóre z nich, lecz czy przydatne? Każdy musiał osądzić sam…

Miejska gra fabularna okazała się doskonałym sposobem na przeprowadzenie ciekawej lekcji historii i nie tylko. W grze udział wzięło m.in. kilka klas szkolnych . Uczniowie mieli okazję nie tylko poznać tajniki swojego miasta, lecz także w sposób aktywny i ciekawy spędzić czas. Miejska gra fabularna w doskonały sposób wykorzystuje dawno już sprawdzoną zasadę „bawiąc uczyć”. Uczestnicy dysponując zestawem wskazówek sami musieli ocenić ich przydatność. Aż do ostatniego momentu gry nie wiedzieli co nowego mogą odkryć. Polegali wyłącznie na właśnym sprycie poruszając się w zorganizowanych grupkach. Można było zaobserwować wyłanianie się młodych liderów grup, podział zadań i obowiązków. Każda grupa miała swój własny sztab ekspertów. W programie zabawy były zarówno zadania zręcznościowe, wykorzystujące wiedzę szkolną, lecz także stawiające przed młodymi uczestnikami konieczność podjęcia odpowiedzialnych decyzji. Każda z nich musiała być dobrze przemyślana gdyż punkty można było stracić na każdym kroku. Uczestnicy planowali więc rozważnie każdy wydawany pieniążek, oceniali surowo przydatność pomocy sprzedawanych w kramie, planowali strategie gry i starali się dobrze organizować poszczególne etapy gry. Stosowali także róznego rodzaju wybiegi, by wydobyć z przebranych organizatorów dodatkowe informacje. Gra fabularna kształciła wśród młodzieży bardzo ważną umiejętność – współdziałanie w grupie. Uczyła przy okazji innych społecznie potrzebnych cech – oszczędności, odpowiedzialności czy asertywności.

Miejska gra fabularna angażowała uczestników emocjonalnie dając tym samym pewność co do trwałości nabytych w jej trakcie wiadomości i umiejętności. Pobudzała wyobraźnię i wprowadzała na kilka godzin w swoistą „szkołę przetrwania”. Przełamywała bariery psychologiczne wśród bardziej nieśmiałych uczestników, którzy musieli sami pytać przechodniów o wskazówki. Tylko od ich zaradaności i sprytu zależało ile zadań rozwiążą. Gra kształciła także orientację przestrzenną. Trzeba było wymazać z pamięci współczesne budynki i nauczyć się rozczytywać plan średniowiecznego miasta. Dzięki temu może choć część z uczestników zwiedzając miasto nie będzie już orientować się tylko po szyldach sklepowych, lecz zwróci uwagę na zabytki. Tę umiejętność rozwijać miały także fotografie wręczane przez Zakonnika. Zdjęcia zrobione były w formie zagadki. Pozbawione współczesnych elementów zmuszały do uważniejszego przyjrzenia się otaczającym uliczkom i budynkom.

Impreza udała się wyśmienicie, zabiegani uczestnicy z wypiekami na twarzy opowiadali o niecnych rzezimieszkach zabierających sakiewki czy Krzyżaku straszącym mieczem. Graczy można było napotkać siedzących w bramach czy zaułkach, studiujących mapy i łamiących głowy nad zagadkami. Wpisywane przez nich na kartę odpowiedzi owocowały kolejnymi punktami podliczanymi skwapliwie pod koniec imprezy. Oczekując na wyniki za murami katedry śś. Janów, uczestnicy z zainteresowaniem wypytywali nas o historyczne stroje czy możliwość wstąpienia do Zakonu Krzyżackiego. Zwycięzcy otrzymali piękne albumy dotyczące Torunia oraz piernikowe słodkości, a dla każdej grupy przygotowano dyplom z wpisaną nazwą zespołu. W grze wzięło udział blisko 100 osób. Wszyscy niewątpliwie poznali lepiej nasze miasto i inaczej będą teraz spoglądać na otaczające ich zabytki. Z niecierpliwością wypytywali o kolejną taką zabawę. Najbliższa na pewno już za niecały rok.

Julia Możdżeń

festiwal_2008-83

foto: Łukasz Witowski

Galeria zdjęć z miejskiej gry fabularnej

Tekst ukazał się w piśmie UMK „Głos Uczelni”, nr 5, maj 2008, rok XVII, s.13

  • Share/Bookmark